Aby odpowiedzieć na to pytanie należy najpierw zdać sobie sprawę z tego czym jest alkohol. Nieliczni tylko mają świadomość, że jest to dla ludzkiego organizmu trucizna. Przedawkowany wywołuje reakcje typowe dla zatrucia, ze śmiercią włącznie.

 

Powie ktoś „no cóż, na głupotę nie ma rady bo jeśli zna się swoje możliwości i pije się z umiarem, to alkohol jest dla ludzi. Problem jednak w tym, że często nie pije się „z umiarem”, a oprócz mocy trującej alkohol uzależnia psychicznie i fizycznie, i to w sposób niezauważalny. Jest narkotykiem i nawet picie z „umiarem” nie zawsze zabezpiecza przed nałogiem. Ale alkohol powoduje też odurzenie. Dzięki temu, przez moment, czujemy się odprężeni, mniej zmęczeni, nasza pamięć uwolniona jest nagle od problemów, które przez krótki czas wydają się nie takie ważne, czy trudne, mamy też lepszy humor, wyostrza się nam dowcip, stać nas na większą bezpośredniość i odwagę w kontaktach z innymi. Po prostu „dostajemy skrzydeł”, tyle że sztucznych, bo alkohol zawsze spełnia rolę sztucznej protezy dobrego nastroju.

Ale tylko do pewnego czasu, gdyż potem, na dalszych etapach choroby, zamiast wprowadzać nas w dobry nastrój wywołuje depresję i lęki. Nawet gdy odchorowujemy pierwszy kontakt z alkoholem pamiętamy o tym, jak inaczej psychicznie się po niej czuliśmy. Im silniejszy był efekt odurzenia, im większe spowodował „odprężenie”, tym szybciej powstaje potrzeba powtórzenia tego stanu. I… ponownie sięgamy po alkohol. Identycznie reagujemy na inne narkotyki. Tak zaczynamy przekraczać pierwszy próg. Pogrążamy się stopniowo i powoli w zależności emocjonalnej, psychicznej od alkoholu.

Granica została przekroczona.

O Autorze

Intergrupa: Wielkopolska Nie piję już 3 i pół roku

Zostaw odpowiedź

Twój e-mail nie zostanie opublikowany