Cześć Janusz!
W 2005 przyjechałam na 3 miesiące do Polski, moja Mama była już na oddziale paliatywnym w szpitalu.
Wieczór z rodzina, rozdaje prezenty z Kanady – milo jest. Rano, pytam moja siostrę, jakie mamy plany – a ona mi mówi, że ja z nią nie mam sobie wiązać planów, bo ja jestem wolna.
WOLNA!!!! Dostałam rower i wskazówki gdzie mniej więcej szukać szpitala i mamy.
Jeździłam do Mamy, płakałam jak bóbr, bo ja ją bardzo kochałam, a potem kupowałam sobie w sklepiku kolo szpitala piwo!
Najpierw po jednym, a potem mi wstyd było ze codziennie mnie widzą, to kupiłam 12 i w lesie pod “ moim “ drzewkiem pod mchem, chowałam sobie to piwko. Wracałam potem, wiedziałam gdzie to piwo pod którym drzewkiem, gdzie siadałam i czytałam książkę… I pod które chodzę siusiu, – bo przecież to trzeba sobie poustawiać.
3 miesiące w Polsce. Już nie mam ochoty wracać.
I widzisz Janusz, jak się to życie plecie.
Zostaw odpowiedź