Cześć Janusz, Bóg nas postawił na tych naszych drogach ?
Poza Tobą, to ja naprawdę niewielu spotkałam ludzi z którymi lubię rozmawiać. Pomyślałam kiedyś, ze i ta samotność w życiu była mi potrzebna, bo mnie wzmocniła. Jak człowiek cale życie jest sam, to zaczyna być kamieniem, który trudno skruszyć. Zazdroszczę po cichu takim kobietkom, które cale życie polegały na swoich mężach i nigdy nie musiały być za nic odpowiedzialne, o nic się martwic i tylko pięknie wyglądać.
Naprawdę im zazdroszczę.
Ale jak się tak sama w sobie zawezmę, zrobię kilka dobrych w życiu rzeczy – to potem tym idiotkom współczuję, ze nie wiedza co to znaczy satysfakcja z życia za które w całości i bez niczyjej pomocy – bierze się odpowiedzialność.
Co do choroby …czytam ten Twój list i – muszę chyba poukładać sobie systematycznie odpowiedzi, bo zrobi sie myślowy mętlik.
– co do choroby – to ja naprawdę nie myślę, ze narkotyki to choroba – uważam, że to jest uzależnienie, że poddajemy sie takiemu czemuś jak nie mamy ochoty na podjecie ryzyka “ życia” !
JAK SOBIE WYKOMBINUJEMY, ZE KTOS INNY ZA NAS POMYSLI, KTOS INNY ZA NAS POZYJE, KTOS INNY PODEJMIE DECYZJE, KTOS INNY ZAROBI NA CHLEB, A MY TAK SOBIE PO PROSTU POPLYNIEMY, BO TO JEST NAM WYGODNE- to wpadamy w “ chorobę” wygodnictwa życiowego. Oczywiście wpadając w ten marazm nie spodziewamy sie, ze pociągnie nas dalej i , ze w pewnym momencie będziemy tak głęboko w szambie, że zaczniemy je po prostu lubić, tolerować jak oczywista część naszego życia. Przyzwyczajenie to siostra bezmyślności.
Co do grup wsparcia, to niestety nie wierze, ze zbierze się grupa ludzi na odpowiednim poziomie i … pogadamy. Niestety narkomani w większości wywodzą sie z grupy ludzi z którymi ja mam niewiele do pogadania. Jak przytrafi sie komuś “ na poziomie”, dziecko narkoman, to ci ludzie mają tak dużo pieniędzy, ze chodzą na prywatne sesje, opłacają je grubą kasą i nie mieszają sie z przysłowiową hołota.
Smutna prawda, ale prawda.
Moja koleżanka pojechała kiedyś na spotkanie AA, jak mi to powiedziała, to ja myślałam, że umrę ze śmiechu – spytałam “ po co tam poszlaś ?” a ona, ze szukała pomocy, ale jak sie nasłuchała w jakim bagnie ludzie żyją, to żeby sobie poprawić nastrój, po drodze do domu kupiła sobie butelkę wina ! Piękna sprawa, tak sobie pomogła, że tylko jej współczuć.
Co do “ kar i nagród” … moje zdanie jest niestety takie, ze jak dziecko miało świnkę, to trzeba było sie nim opiekować, ale jak dziecko ma fanaberie narkotykowe, to trzeba mu pozwolić osiągnąć dno i czekać czy sam dojdzie do wniosku, że mu sie na tym dnie nie podoba, albo NIE, jego wybór !!!!
Ale wtedy trzeba przyjąć zasadę, ze jak już do tego wniosku doszłam, to albo czekam, że zadzwonią do mnie z cmentarza, że mam zapłacić za pogrzeb –
albo PO PROSTU NIE POZWOLIC NA TO ZEBY TO DNO POD JAKIMS MOSTEM OSIAGNAL !!!!
I tu ja miałam problem. Bo nie wyobrażałam sobie takiego telefonu, ze mój syn zamarzł pod mostem, albo, że go ktoś nożem potraktował. Dlatego z umiarem, ale pomagałam. Egoizm własny. Nie po to go urodziłam, żeby teraz oddać go w ręce opaczności. Opaczność może być pokrętna.
Teraz jak już to napisałam, co napisałam to zastanowiłam sie, czy Ty masz racje i czy ja jestem uzależniona ?
Oczywiście, ze ja jestem. Jestem uzależniona od miłości, która matka ma dla swojego dziecka.
Tylko, że z takiego uzależnienia nie można sie wyleczyć. To uzależnienie nastąpiło w chwili urodzenia i mężczyzna, obojętnie jak myśli, tego nigdy nie zrozumie.
Tak was, mężczyzn, Bóg pokarał, że łatwo wam przychodzi spłodzenie, ale po pierwsze, nigdy nie wiecie, czy to naprawdę wasze dziecko, a po drugie – przez ta niewiedze i przez to bezbolesne otrzymanie potomka – nigdy nie zaznacie takiej miłości jaka matka … Pan Bóg się przyczynił żeby miłość na tym świecie istniała.
Tyle na dzisiaj moich myśli. Pozdrawiam i cieszę się, że mnie czytasz Janusz Pozdrawiam naprawdę serdecznie. Ola
Zostaw odpowiedź